Ostatni interrex. Polityczny autorytet z konieczności

Paweł Skibiński

Był kimś więcej niż głową Kościoła w Polsce. Był głosem narodu

W podręcznikach do historii XX wieku utrwalił się obraz kard. Stefana Wyszyńskiego przede wszystkim jako lidera społecznego oporu przeciwko komunistom przed powstaniem „Solidarności". Rzeczywiście, pisząc o Prymasie Tysiąclecia trudno pominąć, że był on powszechnie uznawanym przez Polaków autorytetem politycznym. Najlepiej wyraża to napis, jaki znalazł się w maju 1981 r. na szarfie wieńca pogrzebowego kard. Wyszyńskiego, który znajduje się w zbiorach naszego Muzeum. Głosi on: „Niekoronowanemu Królowi Polski„.

Polityk z konieczności
Nie przypadkiem biografowie kard. Wyszyńskiego widzieli w nim kontynuatora wywodzącej się z I Rzeczypospolitej tradycji pełnienia przez prymasów funkcji interreksa, czyli sprawowania przez nich władzy w okresach bezkrólewia. W komunistycznej Polsce, gdy zabrakło władzy wyrażającej interesy narodu, Prymas stał się namiastką autentycznej społecznej reprezentacji. Był rzecznikiem Polaków skrępowanych w swobodnym artykułowaniu swoich aspiracji i opinii przez komunistyczne państwo.
Prymas publicznie zabierał głos, wkraczając w sfery, którymi w normalnych warunkach nie zajmują się hierarchowie. Wyrażał opinię np. na temat warunków mieszkaniowych polskich rodzin. Wynikało to z faktu, że tylko Kościół pozostawał instytucją niezależną od totalitarnego państwa i przez kilka dziesięcioleci jako jedyny mógł formułować opinie na tematy publiczne wbrew opinii partii.
Politycznym autorytetem i aktywnym uczestnikiem polityki kard. Wyszyński był więc nieco z konieczności. Państwo komunistyczne traktowało bowiem wszystkie działania społeczne jako uprawianie polityki, wpychając prymasa w rolę politycznego przywódcy, choć był on daleki od pojmowania swoich zadań w tych kategoriach.

Kościół niezależny
Jednym z głównych celów politycznego zaangażowania Prymasa była obrona niezależności Kościoła. Władze komunistyczne starały się uzależnić od siebie wszystkie instytucje społeczne, także Kościół. W tym celu wywierały administracyjne i finansowe naciski, więziły i mordowały niepokornych kapłanów, prowadziły inwigilację księży, starając się ich zwerbować do współpracy – czy to jawnej, politycznej, czy to tajnej z Urzędem, a następnie Służbą Bezpieczeństwa.
Prymas starał się obronić swobodę funkcjonowania instytucji i środowisk kościelnych.
W tym celu musiał podejmować bardzo kontrowersyjne decyzje. Aby osłabić presję władz, w 1950 r. zawarł porozumienie z komunistycznymi władzami. Uczynił to wbrew opinii części Episkopatu Polski i przy dezorientacji Stolicy Apostolskiej.
Jednak w 1953 r. wobec wydania przez państwo dekretu zapewniającego władzom pełną kontrolę nad nominacjami kościelnymi od najniższego do najwyższego szczebla Prymas zdecydował się na zmianę taktyki – wydał słynny memoriał do władz „Non possumus", który sprzeciwiał się uzależnieniu Kościoła od państwa. Zapłacił za to trzyletnim uwięzieniem.

Nie dopuścić do rozlewu krwi
Dla kard. Wyszyńskiego komunizm był doraźną sytuacją w życiu narodu, który powinien przetrwać ten trudny okres w jak najlepszym stanie. Jego stosunek do komunistów doskonale oddaje cytat z „Zapisek więziennych": „Był las – nie było was. Nie będzie was – będzie las!".
Prymas zdawał sobie sprawę, że Polska wyszła straszliwie poraniona z II wojny światowej. Jej rany pogłębiły jeszcze brutalne represje komunistyczne. W związku z tym starał się za wszelką cenę nie dopuścić do rozlewu polskiej krwi. Dlatego w 1956 r., aby uniknąć losu Węgier, zdecydował się udzielić warunkowego poparcia Władysławowi Gomułce, co do którego nie żywił ani sympatii, ani złudzeń.
Po raz drugi kard. Wyszyński będzie działał na rzecz uspokojenia nastrojów i uniknięcia frontalnej konfrontacji z komunistami w czasie pierwszej „Solidarności". Jego początkowy brak wyraźnego poparcia dla ruchu strajkowego w sierpniu 1980 r., a następnie tonowanie nastrojów w związku wynikało z przeświadczenia, że Polski nie stać na otwartą walkę z władzami i Związkiem Sowieckim.
Wymownie brzmią słowa skierowane do Krajowej Komisji Porozumiewawczej „Solidarności" w marcu 1981 r., na dwa miesiące przed śmiercią Prymasa: „Gdyby w wyniku jakichkolwiek zaniedbań z mojej strony zginął chociaż jeden Polak, chociaż jeden młody chłopiec, nie darowałbym sobie tego nigdy".

Nowenna i „Solidarność„
Kard. Wyszyński nie ograniczał się do defensywnego zabezpieczenia narodowego trwania. Pozostając przede wszystkim duszpasterzem, swą misję postrzegał nie tylko jako pocieszenie w czasach narodowej smuty pod jarzmem totalitarnego ustroju. Widział ten okres jako czas wielkiej przebudowy moralnej. Dlatego zainicjował i konsekwentnie przeprowadził Wielką Nowennę Tysiąclecia Chrztu Polski – zakrojony na wielką skalę narodowy program duszpasterski. Miał on pomóc Polakom w zdiagnozowaniu polskich wad narodowych i w walce z nimi. Zdaniem kard. Wyszyńskiego wady te zostały pogłębione przez demoralizację, która towarzyszyła II wojnie światowej oraz dominacji komunistycznej, jaka rozpoczęła się po jej zakończeniu.
Wielka Nowenna była unikalnym pomysłem duszpasterskim pomyślanym z niezwykłym rozmachem i zrealizowanym w bardzo trudnych warunkach komunistycznego państwa. Miała jednak też pośrednie skutki polityczne – to pokolenie wyrosłe pod jej wpływem zaangażuje się najbardziej w „Solidarność" i nada temu ruchowi wymiar nie tylko rewindykacyjny i polityczny, ale także moralny i religijny.
Prymas odegrał też istotną rolę w wytyczaniu nowych kierunków w stosunkach międzynarodowych Polski. Przede wszystkim przez zaangażowanie w orędzie polskich biskupów do niemieckich z 1965 r., w którym padają pamiętne słowa: „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie".
Gdyby nie ten gest polskich biskupów późniejsza zmiana wzajemnych relacji, zabliźnienie ran po tragedii II wojny światowej byłyby z pewnością o wiele trudniejsze, a może nawet zupełnie niemożliwe. Wysiłek Prymasa w tej materii miał charakter niemal profetyczny. Zapłacił zań bardzo wysoką cenę, ponieważ szedł na przekór zbiorowej świadomości Polaków, na przekór nastrojom wśród Niemców, otwierając nowe karty we wzajemnych stosunkach, które w pełni zapisać mogły dopiero niepodległa Rzeczpospolita i zjednoczone Niemcy.

Duszpasterz i intelektualista
Jako naród do dzisiaj odczuwamy skutki działalności publicznej Prymasa Wyszyńskiego. Jednak nie powinniśmy patrzeć na niego wyłącznie jako na polityka. Był przede wszystkim duchownym i duszpasterzem. Zajmuje także samodzielne miejsce w polskiej kulturze jako wybitny intelektualista. Jego refleksja społeczna także w dzisiejszej rzeczywistości wydaje się nie tracić na aktualności i przerasta doraźne okoliczności związane z komunistycznym zniewoleniem Polaków. Prymas był także wybitnym teologiem – autorem subtelnych rozważań mariologicznych, twórcą oryginalnej koncepcji teologii narodu, a także pionierem teologii pracy.
Pamięć o wielu wymiarach złożonej osobowości Stefana Wyszyńskiego pozwala nie stracić nam historycznych proporcji w jego ocenie. Pozwala zauważyć, że mamy tu do czynienia nie tylko z liderem antykomunistycznego oporu, ale że w jego osobie mieliśmy jednego z najwybitniejszych rodaków XX wieku. Zaciągniętego wobec niego długu z pewnością wciąż jeszcze nie spłaciliśmy.

Autor jest dyrektorem Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego w Warszawie

Rzeczpospolita

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Prześlij komentarz