O wstawiennictwie bł. Stefana Wyszyńskiego, jego ulubionych potrawach i o wielkim zaufaniu Bożej opatrzności mówi Anna Rastawicka.
Agnieszka Kurek-Zajączkowska: Prymas Tysiąclecia jest kojarzony jako bardzo poważny człowiek. Jaki był?
Anna Rastawicka: Miał w sobie pewne dostojeństwo, poczucie ludzkiej godności i odpowiedzialności za misję, którą Bóg mu dał, ale nie był wyniosły. Często, siedząc z nim przy wspólnym stole, myślałam: "To jest człowiek święty, a jaki on jest zwyczajny". Nie grymasił, nie zostawiał nic na talerzu. Patrzył, czy wszyscy sobie nałożyli, podawał i zachęcał do jedzenia. Nie dominował w rozmowie. Nie krępował innych sobą. Choć nie był wesołkiem, jednak lubił gdy przy stole opowiadaliśmy różne śmieszne historie.
A co lubił jeść?
Bardzo lubił ziemniaki ze zsiadłym mlekiem, a nade wszystko placki ziemniaczane. Gdy były placki, robił zawody, kto zje więcej. Lubił makaron z jabłkami według przepisu swojej mamy. Choć siostry elżbietanki dwoiły się i troiły, aby to danie wyszło "tak, jak u mamy", niestety nikt nie umiał powtórzyć smaku z jego dzieciństwa.
Prowadził aktywny tryb życia. Mówi się, że był tytanem pracy i modlitwy.
Był biskupem archidiecezji gnieźnieńskiej i warszawskiej, obejmujących teren obecnych pięciu diecezji. Odpowiadał za pracę Kościoła na Ziemiach Odzyskanych. Zadań miał bardzo dużo, ale potrafił zachować spokój i godny podziwu ład w pracy. Każdego dnia przyjmował wielu interesantów, duchownych i świeckich. Zawsze się zatrymywał przy biedzie człowieka. Na bieżąco rozstrzygał sprawy. Pomógl i ojcu 12 dzieci, któremu za długi komornik zabrał krowę, żywicielkę rodziny, i kapłanowi, który potrzebował na pokrycie dachu kościoła.
Zbliża się 70. rocznica Jasnogórskich Ślubów Narodu. Co leżało u podstaw ich treści?
Chociaż sąone wielkim zobowiązaniem narodu, powstały z obserwacji codziennego życia, stąd są w nich i zagony polne, i młoty, i pióra. Nie przyrzekamy w nich budowy jakiejś nowej, wielkiej świątyni czy utworzenia instytucji, ale moralną odnowę życia osobistego i społecznego: odrodzenie rodziny, obronę życia nienarodzonych, sprawiedliwość społeczną, aby nie było "głodnych, bezdomnych i płaczących", walkę z wadami narodowymi, z pijaństwem, lekkomyślnością i rozwiązłością. Śluby dotyczą podstawowych wartości ludzkich, dlatego nadal są aktualne.
Za co podziwia Pani prymasa?
Przede wszystkim urzekały mnie jego wiara i wewnętrzny pokój, taka całkowite pewność, że jest Bóg i wszystko widzi. Pewnego dnia ktoś z gości powiedział: "Eminencjo, w tym domu na pewno są podsłuchy, a teraz są takie urządzenia, że można je wykryć i usunąć". Na to prymas odpowiedział: "Po co ściany psuć? Wyjmiemy jedne podsłuchy, założą nowe. Ja nie mam nic do ukrycia. My musimy żyć święcie, a co mam do powiedzenia w sprawach społecznych, mówię otwarcie na ambonie". Miał w sobie wolnośc, ale i rozwagę. Zdawał sobie sprawę z nieustannej obserwacji. Raz, gdy jechał z ks. Peszkowskim, "obserwatorzy" zgubili się, gdy auto wjechało w leśną drogę. Powiedział wtedy: "Zdzisiu, idź na brzeg drogi i pokaż się, bo jeżdżą w tę i z powrotem, chyba nas zgubili". Mówił nam wiele o miłości do nieprzyjaciół. Zdobyłam się kiedyś na odwagę i zapytałam "Ojcze, czy pana Gomułkę też kochasz?". Odpowiedział: "Aniu, przecież Bóg go kocha, to co ja mam do powiedzenia?".
Modli się Pani za wstawiennictwem bł. Stefana Wyszyńskiego?
Bardzo często o coś go proszę albo "robimy coś razem". Gdy już powstał pomnik na Krakowskim Przedmieściu, śniło mi się, że prymas zszedł z pomnika i powiedział: "Nareszcie przyszliście do mnie. Dlaczego mnie tak mało prosicie. Ja wam chcę pomagać". Zrozumiałam, że on jeszcze wiele dobrego chce i może zrobić dla każdego z nas i dla Polski.
Anna Rastawicka należy do Instytutu Prymasa Wyszyńskiego. W latach 1969-1981 pracowała w Sekretariacie Prymasa Polski jako redaktorka. IPN w 2018 r. przyznał jej nagrodę "Kustosz Pamięci Narodowej".
Źródło. Prymas od kuchni. 70 rocznica Jasnogórskich Ślubów Narodu, w: Gość Warszawski nr 34/1414, 23.08.2026 r., s. III.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz